piątek, 21 lipca 2017

Wielka Fatra, czyli dramat w trzech aktach. Akt III - Pogodzeni z losem

Od kilku godzin krajobraz się nie zmienia. Wędrujemy odsłoniętym grzbietem w palącym słońcu. Na horyzoncie rysują się chmury burzowe, ale nas to nie dotyczy. Są daleko, a nam zostało około 1 godziny wędrówki do miejsca noclegu. Pogodziliśmy się już z wagą plecaków i z tym, że w tych temperaturach tempo wędrówki maleje z minuty na minutę.

Podejście na Ostredok. W tle Kriżna

Od tej pory mało rozmawiamy. Idziemy rozciągnięci na grani smagani co jakiś czas silnymi podmuchami wiatru. W oddali widać budynek z czerwonym dachem usytuowany na stromym zboczy. To schronisko pod Borisovem. Nie dojdziemy tam. Mimo, że wydaje się być na wyciągnięcie ręki oddziela nas od niego jeszcze jedna głęboka dolina. Nikt nie mówi o tym głośno, ale każdy z nas myśli o tym jak będzie wyglądał Szałas pod Suchym Wierchem.

Po drodze zdobywamy najwyższy szczyt Wielkiej Fatry - Ostredok (1592m.n.p.m.) Szczyt podobnie jak Kriżna jest rozłożysty i wypłaszczony, co ogranicza bliskie widoki, jednak odległe panoramy są imponujące. Widzimy z niego już prawie cel dzisiejszej wędrówki, czyli przełęcz pomiędzy Suchym Wierchem a Ploską.

Po lewej usiany skałami Suchy Wierch, w środku kadru Ploska.

Za nami...

Takie widoki towarzyszyły nam przez kilka godzin

Po przejściu niezliczonej ilości obłych pagórków docieramy do ostatniej w tym dniu kulminacji. Suchy Wierch. Trawersujemy strome zbocze, które w pewnym momencie obrywa się bardzo stromym, kamienistym i kruchym żlebem, którego otchłań sięga dna doliny. Zimą muszą tu schodzić potężne lawiny.

Suchy Wierch. Objęty rezerwatem. Szlak skręca w lewo w dół.

Ostredok widziany z okolic Suchego Wierchu.

Z Suchego Wierchu schodzimy już tylko w dół. Wprawdzie po całodziennej wyrypie jest to najbardziej męczący element, ale wreszcie pojawił się cień. Pojedyncze drzewa nieco osłaniają nas od zniżającego się słońca, za to ustał wiatr. Krok za krokiem w milczeniu schodzimy w kierunku przełęczy, aż w pewnym momencie widzimy zbawienny znak:

Nic nie cieszy nas tego dnia bardziej

Zza drzew wyłania się nieśmiało Borisov - to właśnie tam jest schronisko, które planowaliśmy odwiedzić, ale w lewej części zdjęcia widać Szałas Pod Suchym Wierchem. To tam spędzimy dzisiejszą noc. Po dotarciu w pobliże chatki okazuje się że nie jesteśmy tu sami. Jest jeszcze 5 osób, z czego dwójka młodych, sympatycznych Słowaków również zamierza spędzić tu noc. Nie przeszkadza nam to zupełnie, i tak planujemy rozbić przy chatce namioty.

Tak wygląda szałas z zewnątrz. Sympatyczni Słowacy i nasz Kierownik Wyprawy

Wyposażenie szałasu zwala nas z nóg. Przed znajduje się miejsce na ognisko, a także kamienny grill. Wewnątrz jest wszystko, czego potrzeba do życia. Naczynia, sztućce, piec kaflowy, materace, śpiwory, przyprawy, a nawet... gitara! Już wiemy, że będzie to udany nocleg. Ponadto chaty nikt nie pilnuje. Snujemy domniemania co działoby się z takim przybytkiem w Polsce. Tam jednak każdy zostawia po sobie porządek i przygotowane drewno dla kolejnych strudzonych wędrowców.

Kuchnia w szałasie

Całkiem gustownie urządzone. Jest jeszcze poddasze, gdzie też można spać w kilka osób!

Około 10 minut od Szałasu znajduje się nieźle zaaranżowany punkt poboru wody. Można się umyć w wodzie, która nagrzewa się na słońcu w metalowych rynnach i nabrać wody do picia. Całkiem sprytnie to Słowacy przygotowali

Punkt poboru wody

Wieczorem oddajemy się już tylko biesiadzie przy dźwiękach gitary, rozmowom, gotowaniu, spożywaniu i analizie dobiegającej końca wyprawy. To już nasz ostatni nocleg. Podejmujemy decyzję, że kolejnego dnia przez Ploskę zejdziemy do Vyzniej Revucy. Ale... dodam jeszcze kilka zdjęć z tego wieczoru...

Nasze obozowisko 



Zachód słońca i spektakl kolorów


Ostatniego dnia wyprawy obudziło nas słońce podgrzewające namiot. Pobudka, śniadanie i błogie lenistwo. Ani trochę nie chciało nam się opuszczać tego miejsca. Ociągając się zwinęliśmy namioty, uzupełniliśmy wodę, posprzątaliśmy po sobie i wolno ruszyliśmy w kierunku Ploski. Dopiero po podejściu bliżej okazało się, że nie jest to jakaś tam górka, tylko kolejny potężny masyw do pokonania.

Ploska widziana z Koniarky

Podejście nie różniło się znacząco od wczorajszego wejścia na Kriżne. Łagodne, trawiaste, ale w bardzo silnym wietrze. Resztkami sił, które zostały nam na ten dzień około południa znaleźliśmy się na Plosce. Wierzchołek jest bardzo rozległy, czuliśmy się tam jak na wysoko położonej łące, a nie na szczycie góry. Jest tam również mogiła powstańca słowackiego z 1944 roku. Po odpoczynku i posiłku ruszamy już tylko w dół. Rozległe panoramy powoli zaczynają znikać i nadchodzi to uczucie kończącej się wyprawy.

Widoki ze szczytu.

Zejście...

Po zejściu do Vyzniej Revucy okazało się, że mamy ponad godzinę do busa, który dowiezie nas do Ruzomberoka. Odwiedziliśmy lokalny sklep i na przystanku autobusowym przygotowaliśmy ciepłe posiłki na resztkach gazu. Późnym popołudniem okazało się, że nasz samochód jak stał tak stoi na parkingu przy dworcu PKP. Wróciliśmy do domu w nocy, bardzo zmęczeni, ale nadzwyczaj usatysfakcjonowani. Wyprawa zakończyła się całkowitym sukcesem, a to co przeżyliśmy na zawsze pozostanie w naszej pamięci, jako niesamowite górskie doświadczenie.

Podsumowując. Dojazd do Rużemberoka jest możliwy samochodem w ciągu niespełna 2 godzin od polskiej granicy. Jak udało nam się ustalić jeżdżą tam też pociągi z czeskiego Cieszyna, czy Frydka - Mistka. Ceny to maksymalnie 7 euro. 
Parking przy dworcu PKP jest bezpłatny, staliśmy tam 3 dni z samochodem nic się nie stało. Na tamtych terenach funkcjonuje całkiem dobrze rozwinięta komunikacja autobusowa. Do Donoval dostaliśmy się busem relacji Rużemberok - Bańska Bystrzyca za 4,5 euro za trzy osoby. Z Wyzniej Revucy też jeżdżą busy bezpośrednio do Rużemberoka. Co ciekawe na powrocie kierowca doliczył nam opłatę za bagaż, ale cena też wyniosła 4,5 euro.

Będąc tam warto pospacerować po Rużemberoku. Bardzo ładna starówka, fontanny, urocze knajpki... Nieopodal znajdują się Kalameny, gdzie są dzikie źródła termalne. Bywaliśmy tam przy okazji innych wyjazdów, jest tam bardzo ciepła woda, ale w ciągu dnia także tłumy ludzi. Tym razem wybraliśmy się do Lubochni. Też jest tam źródło, z tym, że woda nie przekracz 22 stopni celsujsza i sprawia wrażenie lekko gazowanej, przez co niektóre miejsca ;-) szczypią. Mimo to skład tej wody niewyobrażalnie pozytywnie wpływa na samopoczucie zwłaszcza po takiej wyprawie.

Wszelkich innych porad i odpowiedzi mogę udzielić w wiadomości prywatnej. Dziękuję za uwagę! :-)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz