czwartek, 13 lipca 2017

Wielka Fatra, czyli dramat w trzech aktach. Akt II - Szok i niedowierzanie

Czuję chłód i wilgoć. Zimna, ogromna kropla spadła na moją twarz. To woda skropliła się na wewnętrznych ściankach namiotu w tę zimną noc, a teraz budzi nas strząsana lekkimi podmuchami letniego, słowackiego wiatru, który smaga namiot ustawiony na jakiejś małej polance gdzieś w sercu Wielkiej Fatry na wysokości 1009m.n.p.m.

W tle słyszę odgłos słowackiego radyjka oraz charakterystyczny szum palnika turystycznego. Nasz kompan już wstał i gotuje wodę na kawę. Po wczorajszej wieczornej debacie z rana nie podejmujemy już tematu dalszej drogi. Wszyscy wiemy, że jest ciężko i to się już nie zmieni. Po pożywnym śniadaniu, kawie zwijamy obóz, sprawdzamy, czy nie zostały żadne ślady po naszej bytności i ruszamy w dalszą drogę.

Dzisiejszym celem numer 1 jest pasmo Kriżny i Ostredoka, a co do zakończenia mamy dwie wersje. Plan A zakłada wejście na Kriżną, a następnie udanie się w dół do wsi położonej nieopodal stóp masywu, natomiast plan B zakłada wejście na Kriżną, przejście całego pasma i dojście do schroniska pod Borisovem. Tu już Wam zdradzę, że żadne z tych założeń nie zostało zrealizowane.

Dzień zapowiada się słonecznie, ale po sprawdzeniu radarów pogodowych na popołudnie przewidywane są gwałtowne burze. Nie nastraja nas to pozytywnie, bo właśnie około 14 powinniśmy dotrzeć do Kriżny, a od tego momentu wychodzimy na długą, odsłoniętą grań.


Póki co jesteśmy pełni optymizmu i sił na dalszą wędrówkę. Idziemy lasem, ale co jakiś czas trawersujemy strome skałki, wspinamy się na wychodnie skalne, a w drzewach pojawiają się okna ukazujące piękne widoki.



Jednak uświadamiamy sobie, że nadal bardzo wolno urabiamy odległość z mapy. Czasu z map i tabliczek są zupełnie niewspółmierne i robimy je x2,5. Jedną z przyczyn są ciężkie plecaki, ale nawet wędrując na lekko nie bylibyśmy w stanie zbliżyć się do szacowanych czasów przejść.

W pewnym momencie w zespole pojawia się konflikt o sens dalszej wędrówki i próbę szukania alternatywnego zejścia do cywilizacji. Niestety nie jest to łatwe, gdyż najbliższe wsie są oddalone o kilka kilometrów i nie prowadzą do nich żadne znakowane szlaki, a atmosferę zagęszcza widmo nadchodzącej burzy i tworzących się wysokich kłębiastych chmur.



Decyzja jest jedna. Idziemy dalej, aż do granicy lasu. Tam sprawdzimy dalsze prognozy i zastanowimy się, czy wychodzić na grań, czy przeczekać burzę w bezpieczniejszym terenie. Zauważamy, że na mapie zaznaczony jest szałas, więc decydujemy, że w razie czego tam przeczekamy burzę. Po dojściu do szałasu dziękujemy Bogu, że jednak burzy nie ma. Owy szałas wygląda tak:


Tu decydujemy się na dłuższą przerwę obiadową, wiemy już, że szałas nie uchroni nas przed burzą, ale prognozy wskazują, że front burzowy poszedł gdzieś nad Niżne Tatry i jest kilkadziesiąt kilometrów od nas. Ruszamy zatem w kierunku pasma Kriżny, którą widać już z polany, a charakterystyczny przekaźnik na jej szczycie daje nam nadzieję, że w ciągu 2 godzin jesteśmy w stanie tam dotrzeć.

Polana z "pięknym" szałasem i widok na Kriżnę i Ostredok

Grzbiet odchodzący od Suchego Vrchu

Jeszcze widoki. Zapierały dech w piersiach.

Po lewej Kriżna, po prawej Ostredok

Dalsza część wędrówki to już tylko niczym niezmącone widoki, silny wiatr, i napawanie się panoramą niekończących się gór. Gór po horyzont. Przed samym szczytem Kriżny spotykamy Polaków, którzy mówią, że do schroniska jeszcze daleko, bo trzeba przejść pasmo do Suchego Wierchu, zejść na niską przełęcz, wejść na Ploskę i z tamtąd jeszcze z godzinka. Znowu morale w dół, ale po chwili informują nas, że za około 2 godziny będziemy mijać Szałas pod Suchym Wierchem. Cieszy nas to, bo wodę mamy już na rezerwie. Rodacy chcą się z nami podzielić, ale stwierdzamy, że do szałasu już dojdziemy.

To już za nami

Modlimy się jednak, aby nie był to taki szałas jak spotkany 2 godziny wcześniej...
Na Kriżnie robimy dłuższy postój. Jest to przełomowy moment naszej wyprawy. Palące słońce daje się we znaki, ale widoki sprawiają, że chcemy zostać tam dłużej. Organizujemy popas i delektujemy się chwilą. Bajeczne zielone wzgórza, z których rozciągają się widoki na odległe pasma Tatr, Niznych Tatr, Małej Fatry, szczytów otaczających nas w Wielkiej Fatrze, Gór Kremnickich, Choczańskich aż na odległych majaczących szczytach na Węgrzech.

Widok z Kriżny na południowy - zachód

Widok z Kriżny na wschód. Widocznie m.in. Tatry Niżne. Drewniane tyczki wytyczają szlak zimowy

Paskudny przekaźnik GSM na szczycie Kriżny

Zejście z Kriżny. na ostatnim planie Ostredok - najwyższy szczyt Wielkiej Fatry


Po odpoczynku i ustaleniu, że tę noc spędzimy w Szałasie pod Suchym Wierchem ruszamy grzbietem w kierunku Ostredoka. Cudowne panoramy będą towarzyszyć nam przez resztę tego udanego dnia...

C.D.N






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz